Poskramiacze fakapów czyli o event managerach
12/06/2018
Obniżamy ryzyko fakapu
10/07/2018

Wystaw się i pokaż się!

Dotychczas, targi kojarzyły mi się z dużą imprezą, z której wynosi się mnóstwo ulotek i katalogów na kredowym papierze, więc ogólnie, że trochę mało ekologicznie? Nigdy nie przypuszczałabym, że stanę po drugiej stronie i sama będę rozdawać papier, licząc, że ci wszyscy ludzie, którzy go wzięli, nie wyrzucą go zaraz do kosza.

# więcej nie znaczy lepiej

Jako mikro firma, stać nas było na mikro stoisko. Bez żadnych szałów, typu zabudowa czy inne turbo konstrukcje. Były takie stoiska, które zajmowały połowę hali. I fajnie, wyglądało to bardzo efekciarsko, ale czy przełożyło się na wyniki?!

…cóż, smuteczki, ale właściwie nie posiadam twardych danych… Myślę sobie jednak, że tu nie do końca chodzi o to, żeby mieć stoisko wielkości lotniska Chopina. Patrząc po ilości zatrzymujących się ludzi, niekiedy nasze malutkie cieszyło się większym zainteresowaniem (ha! Bo małe jest piękne). Do tego mijanie takiego stoiska trwało całe wieki, człowiek się czuł jak w trybie slow motion.

# sztuczny tłok

Wynajmowanie pań hostess, by przytoczyły swoje zgrabne tyłki na stoisko, popiły wodę, zjadły przegryzki i znudzonym spojrzeniem powiodły po tych hektarach stoiska, to dopiero jest fenomen! Skoro ktoś zdecydował się na taką usługę, odpłatnie, to ja myślę, że to jest jakaś nisza na rynku, strzelić firmę z zaangażowanymi (!) hostessami.

# ciężko, oj ciężko

Kto nigdy nie był wystawcą na targach, ten nie wie, jaka to jest ciężka praca! Gadasz przez kilka dni pod rząd, właściwie nieprzerwanie, jak chomik w kole powtarzasz te same kwestie, tylko innym osobom. Nawet kiedy śpisz, Twoja głowa nadal jest na targach i dalej nawijasz jak zwariowany raper w latach 90. Można więc nie tylko ochrypnąć, ale też lekko zwariować ? A tak całkiem poważnie, to jest to wiele poświęconej energii, więc można by to uszanować i nie zadawać wystawcom głupich pytań (wiem, niemożliwe).

# specjaliści w swoim fachu

Świetne na takich eventach jest to, że każdy wystawiający się ma ogromną wiedzę z obszaru swojego produktu. Czasem godzinami można stać i słuchać, dowiadując się rzeczy, które trudno będzie wyszperać w Googlach. Nie mówiąc o zupełnie nowych produktach, jeszcze niedostępnych na rynku. Ja tam bardzo poszerzyłam zakres swoich hipsterskich ciekawostek: masełko ghee, które podobno jest tak zdrowe, że nic tylko je jeść i na nim smażyć i wszystko inne pewnie też; albo próbowaliście kiedyś nasionek konopii? I nie mam tu na myśli takich, które można dostać w Amsterdamie albo od podejrzanego typu w bramie. W każdym razie, są pyszne, takie całkiem orzechowe w smaku.

# jaraj się

Koniec końców, to nie wygląd stoiska jest najważniejszy. Ani nawet to hardkorowe zmęczenie od kilkugodzinnego huku. Ani też możliwość nabycia legalnych w naszym kraju lizaków o smaku konopii. Górnolotnie powiem, że liczą się ludzie – ich zaangażowanie, wiedza, entuzjazm. Targi to cudna okazja, żeby zwyczajnie pogadać.  Ze specjalistami i laikami (którzy niekiedy zadają trudniejsze pytania niż spece). Wiadomo, że koniec końców, wszyscy znaleźli się tam, by się promować i osiągać cele marketingowe, ale to można zrobić tylko z pomocą zajaranych tematem ludzi?.

Idźcie więc i rozmawiajcie na zdrowie.

Niepoprawna Optymistka