Jak powszechnie wiadomo, ideały nie istnieją. Nawet jeśli wkładasz nieludzki wysiłek w to, by być perfekcyjnym event managerem, cudów nie ma ;). Do tego, w tej pogoni możesz wpaść w kilka złych nawyków, przez które w chwilę osiwiejesz, wyłysiejesz i dostaniesz wrzodów żołądka ;).

# więcej i jeszcze więcej

Eventy to branża z nienormowanym czasem pracy. Teoretycznie wygląda to całkiem miło – pracujesz wtedy, kiedy masz coś do zrobienia. W praktyce praca nigdy się nie kończy. Kiedy odpiszesz na wszystkie niecierpiące zwłoki maile, rozdzwania się telefon, a potem są kolejne sterty rzeczy z deadlinem na wczoraj.

To bardzo prosta droga do wypalenia zawodowego… Ręka do góry, kto przeciąga swoją pracę prawie zawsze w nieskończoność?

# Zosia Samosia

Jako event manager prawie perfekcyjny, żyjesz w przekonaniu, że TY sam zrobisz wszystko najlepiej. Zamiast więc rozdzielać pracę, zamieniasz się w osiołka pociągowego, który taszczy wszystkie zadania na swoim garbie pod ogromną górkę. A po evencie odchorowujesz imprezę, bo wszystko w życiu ma swoje konsekwencje…

# i weź się nie denerwuj

W natłoku pracy nietrudno o irytację, frustrację, złość. Cała paleta negatywnych, wybuchowych zachowań czyha w ukryciu, by wystrzelić w najmniej odpowiednim momencie. Niestety, takie spuszczenie ciśnienia w pracy to najgorszy z możliwych pomysłów. Nie tylko psuje nastrój innym, ale jest skrajnie nieprofesjonalne. Już lepiej kupić sobie worek treningowy do domu i po nocach w niego walić 😉

# kiedy powiem sobie dość

Nikt nie mówił, że asertywność będzie łatwa. Nikt nie obiecywał, że odmawianie niektórym projektom będzie jak bułka z masłem. Nikt nie wspominał, jak trudno jest odmówić niektórym klientom i zrezygnować z pieniędzy i kolejnego zorganizowanego eventu… Każdy ma jednak swój limit i czasem lepiej powiedzieć “nie” niż zaharować się na śmierć, to każdy głupi potrafi ;). Poza tym, więcej nie zawsze znaczy lepiej!

# panika

Niby wszyscy wiemy, że event bez fakaupa, to prawie nie event. Równocześnie jednak gdzieś tam czai się ten paniczny strach, że coś się wysypie. Kiedy już się to stanie, najgorsze co możesz zrobić, to wpaść w panikę i zamienić się w rozhisteryzowanego event managera. Nikomu nie życzymy, ale czasem się zdarza…

Tak naprawdę, trzeba złapać byka za rogi, a poza tym to wszelkie wpadki są świetnym sposobem na to, by się czegoś nauczyć  (nawet jeśli dość bolesnym ;).

# ryzykowna gra

Event to ludzie, ale nie tylko ci, którzy się na nim pojawią. Także ci, którzy go przygotowują. To kilka czasem bardzo dużych ekip, które czuwają nad poszczególnymi elementami imprezy. Nie ma tu miejsca na przypadkowość czy brak odpowiedzialności. Dlatego wybieranie w ciemno techników może się skończyć dramatem w trzech aktach ;), nie ma to jak sprawdzona ekipa!

Nie ma świętych, nie ma ideałów… jakoś trzeba z tym żyć ;). Równocześnie nie daj się wykończyć swoim małym nawykom, które czasem wiele zmieniają. Czas zrobić rachunek sumienia, a potem, jak Feniks z popiołów odrodzić się i cisnąć kolejne projekty ;).

Niepoprawna Optymistka