Event manager na granicy

DEBATA THINK MICE

Największym wyzwaniem branży nie są dziś eventy, tylko ludzie. „Nie wypalił się ten, kto nigdy nie płonął”.

To zdanie, które padło podczas panelu „Event Manager na granicy. Jak znaleźć balans w jednej z najbardziej stresujących profesji świata?”, dobrze oddaje charakter całej dyskusji. Nie była to rozmowa o spektakularnych kryzysach czy kolejnych sposobach na zwiększanie efektywności. Była to rozmowa o ludziach, którzy od lat funkcjonują pod ogromną presją i próbują znaleźć sposób, by nadal wykonywać pracę, którą naprawdę lubią.

A to ważne rozróżnienie, bo wbrew obiegowym opiniom, uczestnicy panelu nie przedstawiali branży eventowej jako miejsca nieustannego cierpienia. Wręcz przeciwnie. Wielokrotnie podkreślali, że jest to fascynująca profesja, która daje ogromną satysfakcję, rozwija i pozwala uczestniczyć w wyjątkowych projektach.

Jednocześnie wszyscy zgodzili się co do jednego: jeśli nie nauczymy się dbać o siebie, nawet największa pasja może zamienić się w źródło przeciążenia.

Wypalenie rzadko przychodzi nagle

Jednym z najciekawszych wniosków płynących z dyskusji było odejście od myślenia o wypaleniu jako pojedynczym wydarzeniu.

 

Jak podkreślali paneliści, w pracy event managera trudne momenty pojawiają się regularnie. Nie zawsze prowadzą do kryzysu, ale wymagają uważności. Kluczowe jest rozpoznanie sygnałów ostrzegawczych odpowiednio wcześnie. Co ciekawe, pierwszym alarmem bardzo często nie jest psychika. Najpierw odzywa się organizm. Problemy zdrowotne, chroniczne zmęczenie, brak regeneracji czy pogarszające się samopoczucie bywają pierwszym sygnałem, że przekroczyliśmy własne granice. Dopiero później pojawiają się frustracja, spadek motywacji czy poczucie wypalenia. To cenna obserwacja dla branży, która przez lata przyzwyczaiła się do funkcjonowania w trybie „jeszcze jeden projekt”.

Problem nie zawsze leży w zawodzie

Podczas panelu wybrzmiała również ważna refleksja: nie każde przeciążenie wynika z samej specyfiki pracy eventowej. Każdy z nas inaczej reaguje na stres. Prawdę jest też, że inne sytuacje uruchamiają napięcie u organizatora wydarzeń masowych, inne u osoby zarządzającej agencją, a jeszcze inne u menedżera odpowiedzialnego za hotel czy centrum konferencyjne. Dlatego nie istnieje jeden uniwersalny przepis na balans. Istnieje natomiast konieczność obserwowania siebie i rozpoznawania własnych granic.

Doświadczenie uczy dystansu

Wielu uczestników branży pamięta początki swojej kariery. Chęć udowodnienia swojej wartości, potrzeba kontrolowania każdego szczegółu i przekonanie, że wszystko zależy od nas. Z czasem pojawia się jednak coś równie ważnego jak kompetencje organizacyjne – dystans. Doświadczeni liderzy wiedzą, że nie każdy problem jest katastrofą. Wiedzą również, że nie wszystkie sytuacje da się przewidzieć i nie za wszystkie trzeba brać osobistą odpowiedzialność. To nie oznacza mniejszego zaangażowania, a jedynie bardziej dojrzałe podejście do pracy.

Branża potrzebuje więcej rozmowy

Jednym z najmocniejszych wątków całej dyskusji była rola relacji i komunikacji. Eventy powstają dzięki ludziom. Dzięki zespołom, partnerom, dostawcom, klientom i podwykonawcom. Dlatego tak istotne jest, by nie zamykać się z problemami w pojedynkę. Rozmowa, dzielenie się doświadczeniami i proszenie o wsparcie nie są oznaką słabości. Są elementem profesjonalizmu. Zwłaszcza w środowisku, które od lat przyzwyczajone było do kultury „dam radę”.

Najważniejszy wniosek

Jeżeli z całej dyskusji miałby zostać tylko jeden wniosek, brzmiałby on prawdopodobnie tak:

Po drugiej stronie każdego projektu stoi człowiek.

Nie harmonogram.

Nie budżet.

Nie KPI.

Człowiek.

I być może właśnie od tej perspektywy warto dziś zaczynać rozmowę o przyszłości branży eventowej, bo sukces wydarzenia można zmierzyć wieloma wskaźnikami. Znacznie trudniej odbudować ludzi, którzy przez lata pracowali ponad swoje siły, a bez nich nie będzie ani wydarzeń, ani branży.

Za podzielenie się swoimi doświadczeniami dziękujemy: Annie Łukasik, Bartoszowi Bieszyńskiemu, Dominice Beliniak, Dagmarze Berka - Kochańskiej, Mariuszowi Paszkielowi, Miłoszowi Stanisławskiemu