
Organizatorzy wydarzeń dbają o wszystkich. Kto zadba o nich?
Branża eventowa od lat koncentruje się na potrzebach uczestników. Liczy się doświadczenie gości, zadowolenie klienta, perfekcyjna organizacja i dopracowany każdy szczegół wydarzenia. Robert Rutkowski podczas Forum Branży Eventowej zwrócił jednak uwagę na temat, o którym mówi się znacznie rzadziej – dobrostan samych organizatorów.
– Nie wolno wam zapomnieć o samych sobie. Sami bądźcie zmianą, którą chcecie dostrzec wokół siebie – podkreślał.
Wystąpienie rozpoczął od danych, które trudno zignorować. Według przytoczonych badań około 80 proc. osób pracujących w branży eventowej doświadcza objawów wypalenia zawodowego. Ponad 60 proc. deklaruje zaburzenia lękowe, niemal połowa przyznaje, że doświadczyła poważnych stanów depresyjnych związanych z pracą, a wysoki poziom przewlekłego stresu zgłasza ponad 60 proc. respondentów.
Rutkowski zwrócił uwagę, że w tak wymagającym środowisku uczucie zmęczenia nie jest oznaką słabości.
– Jeżeli mieliście dosyć, to znak, że jesteście normalni. W waszej branży nie da się tego nie odczuwać – mówił.
Jednocześnie przestrzegał przed przekonaniem, że wystarczy być empatycznym wobec klientów i współpracowników. W jego opinii osoby pracujące z ludźmi powinny nauczyć się czegoś więcej – regulowania własnej empatii. Empatia jest potrzebna, ale nie może oznaczać całkowitego przejmowania emocji innych ludzi. W przeciwnym razie staje się jednym z czynników prowadzących do przeciążenia psychicznego. Dlatego, jak podkreślał, pomagający również potrzebują wsparcia.
To właśnie dlatego odwołał się do książki Help for the Helper Babette Rothschild oraz własnej praktyki zawodowej.

W jego ocenie organizatorzy wydarzeń należą właśnie do grupy zawodów pomagających. Tworzą przestrzeń, w której inni mogą na chwilę zatrzymać się, spotkać, odpocząć czy zdobyć wiedzę. Problem polega na tym, że bardzo często całą uwagę poświęcają uczestnikom wydarzeń, zapominając o własnych potrzebach. Rutkowski zwrócił również uwagę na paradoks pracy eventowców. Odnosząc się do samego Forum zwrócił uwagę, że organziowanie wydarzenia dla profesjonalistów z własnej branży, którzy potrafią dostrzec każdy detal organizacyjny jest jak przygotowywanie obiadu dla samych kucharzy.
– Kochajmy eventowców, bo zbyt szybko odchodzą – powiedział pół żartem, pół serio, komentując skalę wypalenia zawodowego.
W jego opinii pierwszym krokiem nie powinno być szukanie sposobów na całkowite wyeliminowanie stresu. Znacznie ważniejsze jest zaakceptowanie faktu, że stres jest naturalnym elementem tej pracy, a następnie nauczenie się rozpoznawania momentu, w którym przestaje mobilizować, a zaczyna wyniszczać.
Wypalenie nie pojawia się z dnia na dzień
Zdaniem Roberta Rutkowskiego wypalenie zawodowe nie jest nagłym wydarzeniem. To proces, który zaczyna się znacznie wcześniej i wysyła wiele sygnałów ostrzegawczych.
– Najpierw jest zmęczenie. Później wyczerpanie. Dopiero na końcu pojawia się wypalenie – tłumaczył.
Dlatego zachęcał uczestników, aby obserwowali własne reakcje i nie lekceważyli pierwszych objawów przeciążenia. Agresja, rozdrażnienie, trudności z koncentracją czy narastające zmęczenie nie są czymś, co należy po prostu przeczekać. Przywołał historię przedsiębiorcy, który przez lata z powodzeniem prowadził firmę. Pewnego dnia nie był już w stanie wstać z łóżka. Kilkumiesięczne leczenie psychiatryczne okazało się konsekwencją długotrwałego ignorowania wcześniejszych sygnałów. W opinii Rutkowskiego znacznie łatwiej jest zatrzymać proces wypalenia na etapie zmęczenia niż próbować odbudować zdrowie wtedy, gdy organizm całkowicie odmówi współpracy.
Pasja nie daje odporności
Jednym z mitów, z którymi polemizował podczas wystąpienia, było przekonanie, że osoby posiadające pasję są automatycznie mniej narażone na wypalenie. Aktywność fizyczna, hobby czy rozwój osobisty mogą wspierać regenerację, ale same w sobie nie stanowią gwarancji odporności psychicznej. Rutkowski zachęcał, by nie szukać pasji wyłącznie w spektakularnych doświadczeniach. Czasem jej źródłem mogą być codzienne relacje, szczególnie kontakt z dziećmi. Opowiadał o własnym doświadczeniu ojcostwa, wskazując, że obserwowanie dziecka, wspólna zabawa czy czytanie wieczornych książek potrafią być lekcją uważności skuteczniejszą niż niejeden kurs mindfulness.
Work-life balance? Nie zawsze
Sporo miejsca poświęcił również popularnemu pojęciu work-life balance. Jego zdaniem w wielu zawodach, szczególnie tam, gdzie odpowiedzialność i zaangażowanie są bardzo wysokie, dążenie do idealnej równowagi może stać się źródłem dodatkowej frustracji. Dlatego zamiast równowagi proponował myślenie o integracji różnych obszarów życia.
Stres nie zawsze jest wrogiem
Rutkowski zwracał uwagę, że walka ze stresem nie jest właściwym celem. Znacznie lepiej nauczyć się go rozumieć. Odwołał się do rozróżnienia pomiędzy eustresem i dystresem. Pierwszy mobilizuje i pomaga działać. Drugi pojawia się wtedy, gdy napięcie utrzymuje się zbyt długo i organizm przestaje sobie z nim radzić. To właśnie dlatego zachęcał uczestników, aby zamiast całkowicie eliminować stres, nauczyli się rozpoznawać moment, w którym przestaje być motywacją, a zaczyna prowadzić do wyczerpania.
Nie można dbać o innych, zapominając o sobie
Całe wystąpienie Roberta Rutkowskiego można sprowadzić do jednej myśli. Organizatorzy wydarzeń każdego dnia dbają o komfort uczestników, klientów i partnerów. Równie świadomie powinni jednak zadbać o własny dobrostan. Bez tego nawet największa pasja nie wystarczy, aby przez lata wykonywać ten zawód z taką samą energią.
Jak podkreślał na zakończenie, nie chodzi o całkowite wyeliminowanie stresu ani znalezienie idealnej równowagi. Chodzi o uważność wobec własnych potrzeb i gotowość do reagowania, zanim przeciążenie zamieni się w wypalenie.
