Prokrastynacja w eventach – czasem się opłaca!

Prokrastynacja w eventach – czasem się opłaca!

W eventach zazwyczaj nie ma za dużo czasu na… cokolwiek w zasadzie. Organizatorzy imprez cierpią na jego chroniczny brak, ale czy to oznacza, że nigdy nie odkładają niczego na potem…? Przecież nie trzeba mieć czasu, aby nadal sprawnie uprawiać prokrastynację, pytanie jednak czy to tak bardzo szkodzi, jakby się wydawać mogło?

# do ostatniej chwili

Zdarzają się takie zadania, których najchętniej nie wykonywałbyś nigdy. To nie muszą być super ważne misje, czasem to niechęć do załatwienia jednego telefonu, odpisania na upierdliwego maila czy podjęcie wyjątkowo stresującego spotkania – można by tak wymieniać w nieskończoność, bo każdy nie lubi czegoś innego ;). Wtedy na pomoc przychodzi sprytna i niewidzialna prokrastynacja, słodko wyciąga dłoń i szepcze, że wszystko może poczekać.

Odsuwasz więc od siebie niechcianą czynność, odpychasz, ignorujesz, a potem budzisz się z tzw. “ręką w nocniku” i na ostatnią chwilę dowozisz to, co trzeba było zrobić co najmniej kilka dni wcześniej. Niejednokrotnie jednak cierpisz z tego powodu na ogromne wyrzuty sumienia, bo zamiast jak prawdziwy poskramiacz eventów zaplanować to na spokojnie, udało się rzutem na taśmę finalnego deadline’u.

# zły PR

Prokrastynacja nie cieszy się dobrą opinią, szczególnie w pracy. Uznawana jest za objaw lenistwa i niechlujstwa, które jest wynikiem złego planowania czasu. Wszyscy wokół straszą okrutnie poważnymi konsekwencjami odwlekania, które szczególnie w eventach znajdują swoje realne odzwierciedlenie – na liście znajdziemy niższy poziom wykonania zadań, obniżenie satysfakcji z osiągnięć i jakości życia, straty finansowymi, a nawet ryzyko pogorszenia zdrowia*. Brzmi jak koniec świata, a już na pewno jak wyrzucenie z pracy i koniec kariery eventowca.

Dla fanów odwlekania – nie jest jednak tak tragicznie! Istnieje bowiem mniej straszna strona prokrastynacji. Okazuje się, że Twoje odkładanie na później może skutkować lepszymi pomysłami (bo miałeś więcej czasu na jego przemyślenie) i wzrostem kreatywności**. Jak powiedział Aaron Sorkin “Ty nazywasz to prokrastynacją, ja rozmyślaniem”.

Aby jednak Twoja prokrastynacja miała swój kreatywny wymiar, nie możesz dać sobie na nią za dużo czasu. Wszystko dlatego, że zbyt długie przeciągnięcie tematu skutkuje faktycznym brakiem czasu na to, by w porządny sposób zrealizować pomysł.

# nie ma dramatu

Dobra wiadomość więc jest taka, że nawet odkładanie rzeczy na potem może być pomocne i efektywne w pracy. Przy eventach z pewnością się przyda, bo niejednokrotnie trzeba dać sobie chwilę czasu na namysł, aby zbudować ciekawą koncepcję imprezy, która uszczęśliwi klienta czy napisać odpowiednio taktycznie dobraną odpowiedź na maila od wymagającego kontrahenta. Nie może to jednak trwać w nieskończoność, bo skończy się prawdopodobnie małym dramatem…

# nowa jakość zarządzania czasem

Morał płynie taki, że nawet trenując aktywną prokrastynację, możesz ćwiczyć skille event managera i zarządzanie czasem. Mamy więc dwie pieczenie na jednym ogniu – słodkie odsuwanie od siebie niewygodnych zadań (choć na chwilę 😉 i bycie coraz lepszym organizatorem! Planowanie odwlekania to już naprawdę brzmi jak poziom master ;).

Więcej na temat prokrastynacji znajdziesz tu:

*https://www.swps.pl/strefa-psyche/blog/18552-prokrastynacja-czyli-znow-zostawilem-to-na-ostatnia-chwile

**https://businessinsider.com.pl/rozwoj-osobisty/kariera/prokrastynacja-w-pracy-zwieksza-efektywnosc-ekspert-ted-adam-grant/k37v3sm

Niepoprawna Optymistka