Prokrastynacja w eventach – czasem się opłaca!
04/02/2020

Rozpętajmy piekło.

Na konferencji ponad tysiąc osób ma bawić się dobrze i wrócić do domów z wiedzą oraz solidną dawką energii. Tak się dzieje, bo moja bitwa trwa od kilku miesięcy wcześniej. W momencie gdy pierwszy gość melduje się w hotelu, to już moje małe zwycięstwo. Wszystko (prawie wszystko, przecież zostało jeszcze kilka godzin) udało się ustalić – obiekt gotowy, scena zbudowana, mamy key visual, jest motyw przewodni, znamy cel, a nawet dopięliśmy szpigiel (no, powiedzmy). Tak naprawdę, to początek końca mojego wielomiesięcznego piekła, które kocham…

Gdy podczas prezentacji pana Marka Skały zobaczyłam scenę z Gladiatora, coś we mnie drgnęło. Jakby ktoś pierwszy raz powiedział “rozumiem Cię”. Bić się nie umiem, ale tak – event jest walką na żywo, a każda minuta może zmienić bieg tej mini historii. W każdej chwili badam, czy przypadkiem nie zbaczamy z toru, płynąc na górę lodową. I tylko ja, pomimo pozornego spokoju, wiem z jakim ryzykiem mamy do czynienia. Bez względu na ogromne przygotowania, wszystko może się stać. Z drugiej strony, może zdarzyć się też magia, której zawsze wyczekuję i która mnie napędza.

Choć żartobliwe, to trafne porównanie, że tytułowy bohater filmu Gladiator w początkowych scenach jest przykładem wzorcowego organizatora przygotowującego swój zespół do wielkiego eventu, będącego jednym z długiej kampanii Rzymu! Chwila, kiedy wszystkie oczy są na niego skierowane, czekając na instrukcje, czy dobre słowo. Dowódca, pomimo oczywistego strachu, musi podnieść głowę i podjąć niezbędne decyzje. Przez kolejne godziny wszyscy razem będą w samym centrum wydarzeń, na bieżąco definiując efekt końcowy.


A po bitwie? Pustka, cisza, to wszystko pozornie traci znaczenie. Przychodzi stałe pytanie – czy było warto? Nikt nie wie ile energii i czasu mnie to zawsze kosztuje, jednak tak długo jak czuję, że zaczarowałam komuś chociaż jeden dzień, miało to sens. I tak długo jak będę miała siłę podejść do kolejnej konferencji, odpowiedź zawsze będzie ta sama. A kolejna konferencja niedługo, więc trzeba zaraz zabierać się do przygotowań.

Panie Marku, dziękuję za ten zastrzyk motywacji. 🙂

Patrycja Krześniak